Bieszczadzka wyrypa, czyli Bieg „Błotnika”

Zuza: Czy tak sobie wyobrażałeś Bieg Rzeźnika?

Wojtek: Nie. Zapisując się na Rzeźnika miałem przed oczami wspólny start wszystkich rzeźnickich par o wschodzie słońca w Komańczy, z dudnieniem bębnów w tle oraz charakterystycznym 3, 2, 1 plus (wy)STRZAŁ na start. Niestety w wirusoodpornej wersji biegu tego nie było. A sam bieg? Na pewno nie spodziewałem się takiego błota. Liczyłem na piękne widoki i połoniny, a tu trzeba było cały czas być skupionym na ślizgających się stopach po zawiesinie koloidalnej.
Dobrze jednak, że organizatorzy postanowili przeprowadzić zawody w zmodyfikowanej wersji dając tym samym namiastkę normalnego ścigania dla setek osób, które kochają bieganie po górach, rywalizację i tę szaloną atmosferę ultrasową.

Zuza: Tak, dobrze że się wydarzył. Świetnie było widzieć tych wszystkich zapaleńców, którzy w nocy, w deszczu, w dzień i w słońcu, parami, indywidualnie a czasem w małych grupkach przemierzają trasę czerwonego szlaku bieszczadzkiego, po kolana w błocie, ale z uśmiechem na twarzy, mimo ograniczeń, mimo wszystko.
Liczę jednak na powrót normalnej wersji tego bieszczadzkiego startu, bo trasa Komańcza – Ustrzyki to jest dla mnie prawdziwy Bieg Rzeźnika. Tegoroczną edycję nazwę Błotnikiem (dzięki Marta za podpowiedź idealnej nazwy dla tegorocznej edycji BR).

Zuza: Osiemdziesiąt kilka kilometrów, to nie najdłuższy twój start, prawda?

Wojtek: Tak, nie najdłuższy kilometrowo, ale najdłuższy czasowo.

Zuza: I pierwszy w parze i to na lince…

Wojtek: Super zabawa. Na lince to żadna nowość, bo startujemy na niej w swimrunie, ale fakt, pierwszy TYLKO BIEG na lince w zawodach. I jak słyszeliśmy po komentarzach na trasie, to zupełna nowość dla innych uczestników.

Zuza: Zupełna nowość i różne komentarze:

Dobrze, trzeba faceta (kobietę) trzymać krótko.

Przynajmniej masz pewność, że nie ucieknie.

Takiej/ takiemu to dobrze!

Dobry patent, mogę się podpiąć?

Nam jednak najbardziej spodobały się dwa pytania:

Czy ta opcja się sprawdza i czy długo trzeba ze sobą trenować przed startem?

Wojtek: Opcja jak najbardziej się sprawdza, jak jeden z zespołu ma kryzys, to drugi pomaga.

Zuza: Przecież to nie jest tylko opcja na kryzysy.

Wojtek: No nie, ogólnie sprawdza się na wszystkich odcinkach, przy pokonywaniu wzniesień, zbieganiu czy poruszaniu się po terenach płaskich. Specjalnie używam słowa „pokonywaniu”, bo czasem teren mimo że jest płaski, to nie nadaje się do biegania. Tak właśnie było na tym Rzeźniku, gdzie przez kilka kilometrów kroczyliśmy niczym brodźce leśne, daremnie szukając twardej nawierzchni, nadającej się do biegnięcia.

Zuza: Uważam, że nasze linkowe połączenie spisało się na medal… rzeźnicki.

Wojtek: Tak, zdecydowanie. Nasze swimrunowe doświadczenie biegania na lince przydało się, ale z każdym kilometrem Biegu Rzeźnika czułem, że zgrywamy się coraz lepiej.
Mistrzowski był ostatni długi zbieg …szczyt w kierunku zachodzącego słońca

Zuza: Mistrzowski także narracyjnie. Sami popatrzcie i posłuchajcie.

Normalna długość linki to około 2m, linka jest elastyczna i na szczęście wytrzymała. Na podejściach super sprawdza się skrócenie jej długości do około metra, na zbiegach – zwłaszcza dla bezpieczeństwa – lepiej biec na pełnej długości linki.

Wojtek: Na zakończenie trasy, tak dobrze się zgraliśmy, że ostry i oczywiście błotnisty zbieg pokonaliśmy szybko i skutecznie z uśmiechami na twarzy nie zwróciwszy uwagi, że linka jest … skrócona. Dopiero pod koniec zorientowałem się, że skupiony jestem tylko na miejscach gdzie stawiałaś stopy, by trafić moimi stopami w to samo miejsce. Milionowe zaufanie.

Zuza: W ogóle to był bieg milionowego zaufania. Taki teamwork na milion procent. Jeszcze raz Ci dziękuje za te 18 godzin wspólnej wytyrki. Tylko następne kąpiele błotne poproszę w prawdziwym SPA.

Zuza vel zgrabne piórko

Dodaj komentarz