Debiutancki swimrun

NARESZCIE!!! Długo wyczekiwany wspólny start mamy za sobą. Na dystansie ultra podczas Swimrun Jeziorak mięliśmy poznać odpowiedzi na długo nurtujące nas pytania i niepewności. Jak to będzie? Czy damy radę? Czy się nie pozabijamy na trasie? Jednego możecie być pewni, obyło się bez ofiar.

Czytając relacje innych zespołów zastanawialiśmy się czy startowaliśmy na tych samych zawodach? Walka OK, pot OK, łzy…no też, ale walka o zwycięstwo…Co?? Nie. My tylko robiliśmy swoje.

My tylko robiliśmy swoje!

Zgodnie z ustaleniami przedstartowymi, podobnie jak przed startem Wojtka w Ocean Lava Montenegro, ustaliliśmy swój plan na te zawody. Zawierały się w nim m.in. tempo biegu i komfort pływania oraz założenie główne: to jest nasz jedyny sprawdzian startowy przed Otillo Engadin, więc podczas Ultra Jezioraka ścigamy się, ale sprawdzamy samych siebie i razem w boju przede wszystkim.

Czy zrealizowaliśmy swoje założenia? Jak dużo było walki ze zmęczeniem? Co czuliśmy po osiągnięciu mety? O tym między innymi w naszej rozmowie. Przyjemnej lektury.

Wojtek: Czy przed startem obawiałaś się o to czy uda się nam zrealizować plan? Nigdy nie startowaliśmy razem a na Jezioraku startowało dużo mocnych zespołów.
Zuza: Tuż przed startem obawiałam się o nasz start w ogóle, bo nie mogłam Cię znaleźć i już miałam w głowie, że sprawdzi się mój sen z poprzedniej nocy, w którym musiałam dokończyć wyścig z innym partnerem, koleżanką. Na szczęście na jawie po chwili zobaczyłam Ciebie całego zdrowego i uśmiechniętego. A tak na poważnie to nie. Nie obawiałam się o realizację naszego planu. Nasze ustalenia były na tyle rozsądnie, że nie. A w trakcie po prostu skoncentrowałam się na zrobieniu dobrej roboty i już! A Ty?
Wojtek: Ja też nie miałem żadnych obaw. Cieszyłem się, że w końcu możemy wystartować razem. Gdy mówiłem do Ciebie przed startem: „róbmy swoje”, to nie tylko chciałem o tym Tobie przypomnieć, ale jeszcze raz sobie wbić to do głowy, żeby zaraz po starcie nie poddać się emocjom.

Zuza: Jak zobaczyłam jak szybko wystartowały niektóre zespoły, to pomyślałam, ja pierdziu, będziemy gdzieś na szarym końcu… no i że te mixy są nieźle wytrenowane.Po chwili jednak spytałam się kontrolnie czy biegniemy zgodnie z planem, gdy powiedziałeś, że tak przestałam się koncentrować na innych. 
Wojtek: Faktycznie, sporo zespołów wyrwało do przodu. Nie wyrywałem do przodu bo z doświadczenia z biegów ultra, wiem, że utrzymanie chłodnej głowy na początku długiego dystansu przynosi więcej korzyści w dalszej części trasy.
Zuza: I kto to mówi. Jak startujesz z Jackiem, to zawsze wyrywacie do przodu! I tyle Was widzieli.
Wojtek: Z Jackiem przed startem też ustalamy strategię.
Zuza: No tak, tak…po prostu jesteście szybcy.

Jeziorańskie debiuty
Wojtek: Dobra wróćmy do naszego Jezioraka. To był mój debiut na Mazurach – jak wszystkich, no i pierwszy swimrun z tak płaską trasą. Nie wiedziałem czego mogę się spodziewać, bo także po raz pierwszy byłem na całym dystansie z przodu. Taki debiucik swimrunowego „przewodnika”. Ty też miałaś swój debiucik, pierwszy raz cały czas z tyłu.
Zuza: Tak, taki debiucik „worka ziemniaków” 😊 Tak, napięta linka przede mną przez cały czas startu, to była dla mnie nowość, ale fajnie mi z tym było. Na pływaniu, to tylko na Solinie i na Hvarze byłam z przodu, więc pływanie z tyłu, było chlebem powszednim, no i przecież tyle razy pływaliśmy na lince na basenie…A na bieganiu…Mam do Ciebie tak duże zaufanie, że podczas biegania patrzyłam głównie na twoje nogi i starałam się by moje kręciły się także sprawnie. Niestety w pewnym momencie, jak wiesz, zaczęły szwankować, złapały mnie skurcze i … wtedy pomyślałam „ O nie! Nie mogę Cię zawieźć”. Zacisnęłam zęby i lecieliśmy dalej.
Wojtek: No tak, skurcze były dla Ciebie nie lada wyzwaniem, ale dla mnie najbardziej uciążliwy był moment, w którym obydwoje nie czuliśmy stóp. To było chyba po drugim długim pływaniu. Po wyjściu z wody moje stopy były jak cegłówki z igłami. Znałem jednak to uczucie z innych startów, więc nie przeraziłem się , bo wiedziałem, że to za jakiś czas przejdzie.
Zuza: Ja trzęsłam się jak galareta i nie wiem jakim cudem się przemieszczałam. Zamiast stóp czułam w lewym bucie patyk wbijający się w śródstopie. Dla mnie to była nowość. Zarówno takie uczucie wyziębienia, jak i ten „brak czucia stóp”. Cieszę się, że ani w tym momencie, ani w żadnym innym późniejszy, gdy skurcze łapały mnie już nie tylko w dwugłowe, ale i czwórki oraz przywodziciele, nie przyszło mi do głowy by zejść z trasy.
Wojtek: I tak bym Ci nie pozwolił 😊
Zuza: Przecież nie wziąłbyś mnie na barki, sarenką nie jestem. A metę po prostu mięliśmy w planie przekroczyć razem, prawda? Tak czy siak, nawet gdy zwolniliśmy, cieszyłam się, że jestem na trasie z Tobą i że kontynuujemy naszą robotę. Może gdybym była sama, to bym zrezygnowała….nie sama w to nie wierzę, przecież na Żywcu byłam w podobnej sytuacji i nie było innej opcji. Meta musi zostać osiągnięta!
Wojtek: Jestem pewien, żebyś dotarła do mety, ze mną czy beze mnie.
Zuza: Zarumieniłam się.

Debiutanckie prowadzenie
Wojtek: O trudnościach już wspomnieliśmy, była też chwila niespodziewanego prowadzenia. Trzymając nasze założone tempo w pewnym momencie wyszliśmy na prowadzenie w kategorii mix.
Zuza: Powiem szczerze, gdy zobaczyłam Asię i Marka tuż przed nami, byłam w szoku i pomyślałam: no chyba nie jest ze mną tak źle.
Wojtek: Chyba z nami nie jest tak źle.
Zuza: Ty to „koń” jesteś. Ja i moja forma były znakiem zapytania. Wiesz o co mi chodzi. Ja nie bardzo wiedziałam gdzie się uplasujemy. Nie myślałam przed startem o pozycji na mecie, chciałam zrealizować nasz plan na nasz debiut. Tak wysoka pozycja w kategorii mix była po prostu dla mnie bardzo pozytywnym zaskoczeniem
Wojtek: Dla mnie to było także miłe zaskoczenie, że w naszym debiucie byliśmy tak blisko najlepszego zespołu mix w Polsce.
Zuza: No i co my teraz zrobimy 😊??

Wnioskowanie
Wojtek: Poprawimy się, by podczas Engadin walczyć o jak najlepszą pozycję.
Zuza: A czy jesteś zadowolony z naszego startu? Bo ja jestem mega zadowolona zwłaszcza z faktu, że wygrałam walkę ze skurczami 😊 i dobiegliśmy, a nie doszliśmy do mety.
Wojtek: Pewnie, że jestem zadowolony! Zwłaszcza z tej konsekwentnej realizacji planu.  

Różnice
Zuza: Czy teraz możesz opisać, czym różni się z twojej perspektywy męski start od startu w mix?
Wojtek: Na pewno tempo 😊 Hasło „ściganie” nabiera innego znaczenia. Nie jest to już maksymalne spięcie mięśni i gnanie do przodu ile sił. Ściganie polega na wspólnym dobraniu najbardziej optymalnych parametrów biegu i pływania. Drugą różnicą jest „praca na lince”. Będąc z przodu cały czas byłem wyczulony na zmiany naprężenia linki, czyli na to, co się działo z Tobą z tyłu (i w wodzi i na lądzie). To też nie tak, że jak startujemy z Jackiem to ciągniemy linkę bez opamiętania. Bardziej chodzi o to, że ja czy Jacek, jesteśmy w stanie swoja masą/siłą zatrzymać tego z przodu. W naszym przypadku nadmierne naciągnięcie linki w sytuacjach trudnych (zbieg, przeszkody) mogłoby być niebezpiecznie 😉 Nie chciałem zawieść twojego zaufania do mnie na trasie. Musiałem bardziej kontrolować swoje tempo biegu, zwracać uwagę, aby nie przyspieszać np. podczas przeskakiwania przez korzeń, drzewo czy inną przeszkodę.
Zuza: Ufff to musiało być mega męczące głównie psychicznie.
Wojtek: Tak, ale fizycznie też, no i co za satysfakcja na mecie! Pierwszy wspólny start zrealizowany zgodnie z planem, ukończyliśmy na drugiej pozycji w mix, 6. open. Jak na debiut uważam, że daliśmy czadu!
Zuza: czadu to jeszcze damy, na razie nie było w planie dawania czadu…

Dodaj komentarz