Not only swimrun

Jeśli śledzicie nasze poczynania, to wiecie, że w sezonie 2019 w sumie kilka razy będziemy startować także w triathlonach. Dlaczego, skoro już tak bardzo pokochaliśmy swimrun? Z różnych przyczyn: ciekawego, indywidualnego wyzwania; zmierzenia się z trudnością trasy; dla widoków…

Wojtek Ptak na mecie Ocean Lava Montenegro 2019, Fot. Organizator OLMNE

Start Wojtka w Ocean Lava Montenegro był właśnie startem „dla widoków”. Przepięknie położona miejscowość Kotor, z urokliwym starym miastem i pnącymi się do nieba górami, czyli woda i góry razem – to co lubimy najbardziej – skutecznie zachęcała do kliknięcia „zapisz”.

WYOBRAŻENIA A RZECZYWISTOŚĆ
Podróż przez Bośnię i Hercegowinę do Czarnogóry w strugach deszczu nie zapowiadała jednak nic dobrego. Zatoka Kotorska w trakcie nawałnicy przypominała raczej Mordor niż malowniczą, słoneczną i turystyczną miejscowość z filmów promujących zawody triathlonowe.
My jednak, mimo wszystkich znaków na niebie oraz weather.com bezczelnie liczyliśmy na nieoczekiwaną zmianę aury. Wypatrywaliśmy trzech dni optymalnej pogody do adaptacji z miejscem, poznania trasy oraz na sam start.
Musimy mieć niezłą siłę przebicia, bo od kolejnego poranka do końca startu Wojtka pogoda była bardzo łaskawa i pomagała w realizacji wszystkich naszych planów. Gdy potrzebowaliśmy objechać trasę, popływać – nie padało i było słoneczne. W chwilach regeneracji deszcz spokojnie pukał o szyby naszego lokum. W trakcie zawodów było podobnie. Siła wiary, czy co?

TRASA
Dla kogoś kto ukończył Diablaka, nie jedne górskie ultra i mistrzostwa świata w swimrunie trasa triathlonu w Montenegro to płaski blat stołu. Na trasie rowerowej to zaledwie 400 metrów przewyższenia a na biegowej około 20. Za to, bezwzględnie, można liczyć na piękne widoki, bo cała trasa poprowadzona jest wzdłuż wybrzeża zatoki.
Pływanie zorganizowane zostało oczywiście także w zatoce.

Wszystkie elementy układanki: strefa zmian, start, trasa biegowa i meta były tak usytuowane, że kibicowanie było bardzo komfortowe i nie wymagało przemieszczania się ani samochodem, ani nawet rowerem. Specjalnie pootwierane od 6 rano kawiarnie, włączona muzyka i pełne zaangażowanie mieszkańców, w połączeniu z bardzo dobrym zabezpieczeniem trasy przez lokalne służby (w tym całkowicie zamknięta dla samochodów trasa rowerowa), wszystko to sprawiało, że zawodniczki i zawodnicy byli w centrum zainteresowania całej okolicy a w powietrzu czuło się intensywny zapach emocji wyścigu.

Spośród 40 narodowości Polki i Polacy stanowili drugi pod względem liczby team narodowy. Aż 58 naszych rodaków sprawdziło się na trasie w Kotorze. Zawody wygrał Krzysztof Augustyniak, Wojtek Ptak był 14. open i wbiegł na metę jako drugi Polak.

Nie będziemy jednak zanudzać szczegółami jak to było na trasie, że zmęczenie dawało się we znaki, że były chwile zwątpienia, itp. Uwierzcie, to jest prawie na każdym starcie. Najważniejsze: START POSZEDŁ WEDŁUG PLANU.

Wojtek: „Start w Czarnogórze planowałem tak, aby pokonać cały dystans 1/2 IM poniżej 4 godzin 30 minut. Analizując swoje przygotowanie planowałem popłynąć cały odcinek 1900 metrów w około pół godziny, na rowerze dystans 90 km przejechać poniżej 2h 30min i 21 kilometrów przebiec poniżej 1h 30min. Ostatecznie, odcinek pływacki skrócony do kilometra (ze względu na niską temperaturę wody) przepłynąłem w 15 min 53 sek, odcinek rowerowy pokonałem w 2h 28min 5 sekund a półmaraton godzinę 23 minuty i 45 sekund. Jestem mega zadowolony, plan w 111% wykonany!”

Nie da się przewidzieć wszystkiego, ale możemy zaplanować start taki jaki chcemy żeby był.
Musimy się tylko dogadać sami ze sobą.
  1. PLANOWANIE
    Po wybraniu zawodów warto ustalić ze sobą jaki mamy na nie cel. Ukończyć, przeżyć, poprawić czas, ukończyć w konkretnym czasie, zwyciężyć z kimś innym? Następnie, przystąpić do planowania sposobu osiągnięcia naszego celu, aby w kolejnym kroku wizualizować cały plan w głowie, by z kolei w trakcie zawodów była to jasna mapa z wyznaczoną trasą.
  2. REALIZACJA
    3, 2, 1 START! Gdy zabrzmi syrena startowa rozpoczynamy realizację planu. Świadomie kontrolujemy tempo, samopoczucie, nawadniamy się i jemy kiedy trzeba. Krok po kroku wykonujemy założenia, pokonujemy kolejne etapy zawodów, etapy naszego planu. W swimrunie dodatkowo możemy liczyć na wsparcie partnera, który może przypominać o tym, kiedy jeść, pić, czy zapytać o samopoczucie.
  3. KONSEKWENCJA
    To w jaki sposób będziemy osiągać swój cel według nas jest kwestią indywidualną. Jeżeli łapie nas kryzys, to albo zaciskamy zęby i staramy się utrzymać założone tempo licząc, że kryzys minie, albo odpuszczamy by na chwilę odpocząć i wrócić do lepszego samopoczucia i wówczas nadrobić stratę. Każdy może mieć własny sposób na konsekwentną realizację planu. Nie oceniamy co jest większą co mniejszą wytrzymałością czy siłą wewnętrzną, bo każdy może mieć inną odporność i co innego może powodować kryzys. Zachęcamy jednak do wzmacniania psychiki i odporności np.: realizując pełne zadania treningowe, nie odpuszczając na koniec treningu, przykładając się do każdego powtórzenia w serii. Takie postępowanie wyrabia w nas nawyk, który zaowocuje na zawodach (a także w życiu prywatnych i zawodowym). Powoduje, że jesteśmy w stanie pokonać nie jeden kryzys… a może nawet już na niego nie zwrócić uwagi.
  4. WSPARCIE
    To dodatkowa siła, która wzmacnia naszą konsekwencję i pomaga w realizacji planu. W triathlonie są to niewątpliwie kibice, a przede wszystkim bliskie nam osoby, które wspierają, krzyczą, dopingują kiedy i jak tylko mogą. W swimrunie ciężko o kibiców na całej trasie, dlatego warto być kibicem swojego swimrunowego partnera. Dopingując i motywując siebie wzajemnie zyskujecie podwójnie. Nie dość, że dodajecie otuchy partnerowi, to podświadomie działacie też na siebie. Kiedy pomyślicie, że nie dacie rady podbiec pod jakąś górkę, to sprawdźcie co się wydarzy jeśli tym razem powiedzcie do partnera „Jest ciężko, ale damy radę” zamiast „Nie dam rady”, które rozbija motywację na kawałki!!!

Dodaj komentarz